Elektroniczna proteza

Ostatnio na ZnadPlanszy pojawiło się kilka tekstów traktujących o elektronicznych wersjach gier planszowych. Yosz pisał jak to przepuścił 6 EUR, Tycjan jak to nie chce być sam, a Kwiatosz odpowiadał Tycjanowi, że jednak będzie sam ;). Jaki jest mój pogląd na sprawę?

Tytuł mówi wszystko. Tak jak wspominałem kiedyś na forum gry-planszowe, tak mogę powtórzyć tutaj. Wersje elektroniczne gier planszowych są protezą i lekiem na różne boleści planszówkowego geeka. Nie mam czasu zagrać w grę planszową – mam iPada, nie mam miejsca na gry – mam iPada, nie mam z kim zagrać – mam iPada, nie chce mi się liczyć/rozkładać/składać –mam iPada. Nie zgodzę się by nazywać elektroniczną wersję dopełnieniem  wersji planszowej. Jeżeli geek i jego hobby jest zdrowe i w dobrej kondycji to nie ma potrzeby stosowania wersji elektronicznej.

Wybrałem gry planszowe, bo wolę żywych ludzi. Chcę usiąść przy stole, zobaczyć ich twarze, poczuć ten papier, komponenty i jednym rzutem oka ogarnąć planszę. Naiwnością jest twierdzenie, że jakiś wielki tableto-stół da mi to samo wrażenie. Pobudka! Wszyscy będą gapili się w niego jak w obrazek rzadko na siebie spoglądając. Próbuje mi się wmówić, że wersja elektroniczna jest lepsza, bo niweluje wady wersji analogowej. Ja  nie wybrałem gier planszowych ze względu na ich wady, ale zalety! Tak samo zresztą wybrałem żonę. Proszę więc mi powiedzieć jakie zalety gier planszowych wzmacniają wersje elektroniczne? Cisza…

Dźwięki i animacje dodają klimat? Ile można? Od razu na myśl przychodzą wstawki animowane w grach komputerowych, które nerwowo chce się ominąć, bo już się je widziało dziesięć razy. Gdzie miejsce na wyobraźnie?

Zresztą jakie argumenty padają przy wyliczaniu zalet elektronicznej rozgrywki? Czas rozkładania gry, czas składania gry, komputer szybciej liczy, mniej miejsca na stole, więcej miejsca na półce. Ilość, ilość, ilość. Dopełnieniem obrazka wydaje się być granie w elektroniczną wersję gry planszowej w McDonaldzie. Szybko, czysto (nie trzeba rozkładać i składać) i tak samo za każdym razem (ach, ten odgłos pociągu słyszany po raz tysięczny w Ticket to Ride). No i najważniejsze! Można rozegrać pięć partii zamiast jednej w wersje analogową. Statystyki rosną.

Granie w grę planszową jest jak leniwe, niedzielne popołudnie. Słoneczko świeci, nikomu się nigdzie nie śpieszy, spokojnie sobie rozkładamy grę, rozmawiamy, śmiejemy się. Gra będzie trwała godzinę lub półtorej. Jakie to ma znaczenie? Szkoda trzech minut na jej złożenie po zakończeniu rozgrywki? W jakim My świecie żyjemy?

Wersja elektroniczna – siedzę w robocie i mam chwilę. Ile ruchów wykonam zanim szef wróci?

Odpowiadając na pytanie zadane przez Tycjana na początku jego felietonu. Tak. Gry planszowe muszą kojarzyć się tylko z „grami bez prądu”. Wersje elektroniczne będą mi się kojarzyć z grami elektronicznymi. Tam niech stają w szranki z Angry Birds o moją uwagę. Będzie trudno. Angry Birds zostało stworzone specjalnie na urządzenia elektroniczne i nie udaje, że są grą planszową. Zaraz…

  • Kamil „MacKill” Majkowski

    Wpis chyba najbliższy mojemu punktowi widzenia na ten temat. ALE. Nie da się udawać, że wersji elektronicznych nie ma. Są. Mało tego można zauważyć, że pojawia ich coraz więcej. A to z kolei oznacza, że jest na nie popyt. Dlaczego? Tak jak napisałeś brak czasu, ekipy do grania czy, nie bójmy się tego słowa LENISTWA. Niestety tak ten świat jest skonstruowany (a raczej tak daliśmy się wmanewrować). A co do samych gier planszowych przeniesionych na ekrany LCD czy inne to powiem tak, raz zagrałem z tęsknoty na BGA w Caylusa. Nigdy więcej nie powtórzę tego błędu. Jednak jak ktoś tak lubi to jego wola. Ja tego NIE kupuje.

    • Mi nie chodzi o udawanie, że wersji elektronicznych nie ma. Mam sporo zainstalowanych gier planszowych na iPodzie. Swojego czasu dużo grałem w Igeniousa, czy Blokusa. Moja żona rozegrała już tysiące partii w Tichu, Ticket to Ride, czy dwie gry wyżej wymienione. Chodzi raczej o twierdzenie, że wersje elektroniczne wzbogacają wersję analogową, gdzie moim zdaniem zubożają ją niesamowicie.
      Jest popyt na wersje elektroniczne? Oczywiście. Tak jak cała rewolucja smartphonowo-tabletowa stworzyła gigantyczny rynek casaulowych graczy, tak samo stworzyła rynek casaulowych planszówkowców, czy nawet zamieniła niektórych geeków w casaulowych geeków planszówkowych ;).

  • Pingback: Mirosław Gucwa | Nie jesteśmy tylko analogowi 2, czyli uderz w… stół ZnadPlanszy.pl()

  • Tycjan
  • Pingback: Marcin Krupiński | A ja wolę drewniane stoły – najlepiej takie do Geek Chic ZnadPlanszy.pl()